Współpraca reklamowa

Pieśń strzyg. Księga 1 (Opinia bezspoilerowa)

„Pieśń strzyg” to jeden z tych komiksów, które nie próbują zdobyć uwagi czytelnika intensywnością na starcie ani widowiskową akcją. Zamiast tego od początku buduje niepokój, poczucie zagubienia i wrażenie, że pod powierzchnią znanej, racjonalnej rzeczywistości działa coś obcego i nie do końca rozpoznanego. Francuska seria Érica Corbeyrana łączy thriller polityczny z elementami fantastyki i grozy, ale robi to w sposób powściągliwy, stawiając na atmosferę, niedopowiedzenia i długofalowe prowadzenie intrygi. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Lost in Time mogłam przeczytać księgę pierwszą, która obejmuje sześć zeszytów. Czy komiks ostatecznie trafił w mój gust?

O czym jest „Pieśń strzyg”?

Lata 90. Nowy Meksyk. Po nieudanym zamachu na prezydenta Stanów Zjednoczonych, Kevin Nivka który był szefem ochrony zostaje odsunięty od swoich obowiązków i zmuszony do prowadzenia własnego śledztwa. W miarę odkrywania kolejnych poszlak, natrafia na sieć spisków, manipulacji i nadnaturalnych bytów zwanych strzygami, które wpływają na wydarzenia wokół niego. To opowieść o nieufności, izolacji i walce jednostki z siłami, których nie da się w pełni kontrolować.

fot. Serialomaniak

Co mi się podobało w 1 tomie?

Dużą siłą „Pieśni strzyg” są bohaterowie, a zwłaszcza główny protagonista. To postać uwikłana w system, który nagle się od niej odwraca, zmuszając do działania na własną rękę. Jego śledztwo ma nie tylko wymiar fabularny, ale też osobisty – wiąże się z utratą pozycji, zaufania i poczucia bezpieczeństwa. Postacie drugoplanowe rzadko są jednoznaczne: ich motywacje pozostają niejasne, a relacje oparte są bardziej na nieufności niż na współpracy. To sprawia, że emocjonalnie komiks działa raczej przez narastające poczucie zagrożenia i osamotnienia niż przez efektowne dramaty.

Tempo narracji jest umiarkowane i momentami celowo zwalnia. Komiks daje sobie czas na dialogi, budowanie tła i atmosfery, co może być zaletą dla czytelników lubiących historie typu slow burn, ale jednocześnie wadą dla tych, którzy oczekują szybkiej akcji i częstych zwrotów fabularnych. Poszczególne rozdziały nie zawsze kończą się mocnym akcentem, przez co całość sprawia wrażenie historii, która dopiero się rozpędza i wymaga od odbiorcy cierpliwości oraz zaufania do autorów. Na tym etapie to moim zdaniem działa i podkręca zainteresowanie.

Warstwa wizualna doskonale współgra z takim sposobem opowiadania. Kreska jest realistyczna i stonowana. Rysunki nie epatują brutalnością ani efektami, lecz skupiają się na mimice, gestach i przestrzeni. Kadrowanie często podkreśla izolację bohaterów – postacie są małe wobec architektury, zamknięte w chłodnych wnętrzach biur, korytarzy i instytucji. Dzięki temu świat przedstawiony wydaje się bezosobowy i opresyjny, jakby kontrolowany przez siły większe niż pojedynczy człowiek. Kolorystyka pozostaje raczej chłodna i przygaszona, wzmacniając klimat niepokoju i emocjonalnego dystansu, ale zmiany w barwach sygnalizują momenty, w których narracja zbliża się do sfery mniej racjonalnej natomiast czerwień odzwierciedla grozę i poczucie zagrożenia.

fot. Serialomaniak

Co mi się nie podobało?

Z początku przytłoczyła mnie ilość paneli na stronie. W przypadku dłuższych rozmów między bohaterami trzeba się zdecydowanie skupić, zwłaszcza że poszlaki pojawiają się w tej historii stopniowo. Dla części czytelników problemem może być też duża liczba niedopowiedzeń i fakt, że fabuła przez długi czas bardziej mnoży pytania, niż daje odpowiedzi. Choć wspomniałam o zaletach zastosowanego tempa narracji, nie jest ono bez wad. Niektóre rozdziały są intensywne i pełne napięcia, podczas gdy inne wydają się rozwlekłe i skupione na rozmowach, które wnoszą niewiele do akcji. W efekcie narracja momentami traci rytm i dynamikę, co może przeszkadzać. Tak samo tytułowe strzygi – trzeba na nie cierpliwie poczekać, ale kiedy już się pojawią, robią wrażenie. Należy jednak pamiętać, że to początek dłuższej historii.

Kilka słów o wydaniu

Księga 1 wydana przez Lost In Time jest w formie zbiorczego albumu obejmującego pierwsze sześć tomów serii. Całość ma prawie 300 stron. W twardej oprawie, na kredowym papierze i w pełnym kolorze, co pozwala docenić realistyczną i szczegółową kreskę Richarda Guérineau. Tłumaczenie przygotował Paweł Łapiński, starając się zachować napięcie dialogów i mroczny klimat thrillera politycznego z elementami nadnaturalnymi. Wydanie zbiorcze ułatwia lekturę, pozwalając śledzić całą historię pierwszego cyklu bez konieczności przeskakiwania między pojedynczymi tomami, i daje nowym czytelnikom pełny kontekst złożonej fabuły. Rozdziały oddzielają ilustracje a na początku nowych mamy cytaty. Dobrano je myślę w taki sposób by zapowiadały czego się spodziewać po kolejnym fragmencie historii. Na końcu znajdziecie informacje odnośnie twórców komiksu i o ile się nie mylę – szkice miejsc w jakich rozgrywa się akcja.

Czy polecam pierwszy tom „Pieśni strzyg”?

Podsumowując, „Pieśń strzyg” to komiks, który w pierwszych sześciu rozdziałach udowadnia, że potrafi łączyć thriller polityczny, elementy grozy i subtelne nadnaturalne motywy w spójną, wciągającą całość. Mimo pewnych wad, takich jak nierówne tempo czy fragmentaryczność fabuły, jest to pozycja, która zadowoli miłośników slow-burn thrillerów, historii o spiskach i zagadkach politycznych. To lektura zdecydowanie warta polecenia każdemu, kto lubi mroczne, wciągające i inteligentnie skonstruowane historie. W trakcie lektury odnosiłam wrażenie, że może w jakimś stopniu podejść fanom „Z Archiwum X” czy „AHS” sezon 10. Żeby sprawdzić czy mam rację – przeczytajcie sami! Historia zdecydowanie nadaje się na zekranizowanie.

Dziękujemy Lost in Time za egzemplarz do recenzji. Wydawca nie miał wpływu na opinię.