Książki serialoweWspółpraca reklamowa

Fruits Basket. Tom 9 i 10 (Opinia bezspoilerowa)

Sięgając po dalsze losy postaci znanych mi z mangi „Fruits Basket” dzięki wydawnictwu Waneko, uświadomiłam sobie, że zakończenie czai się tuż za rogiem a ja… nie chcę rozstawać się z bohaterami tak samo mocno jak miało to miejsce w przypadku anime. Ta opowieść ma szczególne miejsce w moim sercu za to jak wielowymiarowa ostatecznie jest. W tomach 9–10 szczególnie mocno widać, jak bardzo zmienili się od początku historii i jak wiele rzeczy, które początkowo wydawały się proste, z czasem zaczyna nabierać zupełnie innego znaczenia.

Co mi się podobało w tomach 9-10 „Fruits Basket”?

Największą zaletą „Fruits Basket” nadal pozostają dla mnie bohaterowie i historia rozgrywająca się na równi z wątkiem nadprzyrodzonym. Natsuki Takaya potrafi sprawić, że postacie, które początkowo wydawały mi się dość proste i jednowymiarowe, z czasem zyskują kolejne warstwy. Mam m.in. na myśli rozwój Tohru. Przez większość historii bohaterka skupiała się przede wszystkim na innych. Chciała pomagać, pocieszać i być potrzebna. Na przestrzeni historii momentami miałam problem z tym, że wydawała się wręcz zbyt dobra, ale tutaj autorka pozwala lepiej rozumieć, dlaczego taka jest. Jej troska o innych nie wynika wyłącznie z charakteru, ale również z tego, czego sama doświadczyła, jak ją wychowano i za czym tęskni. Szczególnie mocno wybrzmiewa moment, w którym musi skonfrontować się z własnymi uczuciami. Tohru zaczyna rozumieć, że myślenie o własnym szczęściu nie jest egoizmem. Ten etap jej rozwoju naprawdę mnie poruszył. Obecność jej przyjaciółki Saki w istotnych momentach jak choćby po rozmowie z Kureno pokazuje ich głęboką więź co od samego początku szczerze uwielbiam.

Kyo również dostaje w tych tomach sporo miejsca i zdecydowanie jest to jeden z bohaterów, których losy najbardziej mnie angażują. Coraz wyraźniej widać, jak mocno przeszłość i poczucie winy związane z Kyoko wpływają na jego sposób myślenia o sobie oraz relacji z Tohru. To wzruszający wątek, który uświadamia jak wielki ciężar spoczywa na jego barkach i że nie jest w stanie sobie wybaczyć. Momentami naprawdę miałam ochotę nim potrząsnąć, bo jego przekonanie, że nie zasługuje na szczęście, potrafi być frustrujące. Jednocześnie właśnie ta wewnętrzna walka sprawia, że Kyo wypada bardzo wiarygodnie. Scena ich konfrontacji, wyznanie Kyo i podzielenie się z Tohru swoją tajemnicą to jeden z najmocniejszych momentów w całej historii… W mandze też robi wrażenie.

fot. Serialomaniak

Yuki też przechodzi w tych tomach jedną z ciekawszych przemian. Coraz wyraźniej odcina się od wizerunku idealnego „księcia”, który przez lata był dla niego sposobem na zdobywanie sympatii i akceptacji innych. Zaczyna rozumieć, że nie musi być kimś wyjątkowym dla wszystkich, żeby samemu czuć się wartościowym. Ważne jest też to, że coraz częściej podejmuje decyzje z myślą o własnych potrzebach, zamiast zastanawiać się, czego oczekują od niego inni. Dużą rolę odgrywa tutaj Machi, przy której Yuki nie musi udawać kogoś, kim nie jest. Ich relacja pozwala mu odkrywać zupełnie inną bliskość – spokojną, opartą na wzajemnym zrozumieniu i akceptacji własnych niedoskonałości. Kakeru ma w tym swój udział. Choć różnią się pod wieloma względami świetnie wypada ich przyjaźń – pełna docinek, odrobiny chaosu, ale i wsparcia gdy jest to potrzebne.

Na plus jest też zdecydowanie wątek głowy rodziny Soma. Szczególnie przeszłość i wpływ na obecne zachowanie. Poznajemy kolejne elementy dzieciństwa, relacji rodzinnych (zwłaszcza z matką) oraz roli, którą od najmłodszych lat przyszło pełnić Akito. Pomagają one lepiej zrozumieć ogromną potrzebę kontroli i strach przed utratą członków zodiaku. Wiadomo, nie usprawiedliwia to krzywdzących zachowań, ale pozwala spojrzeć na Akito z szerszej perspektywy, nie tylko jako antagonistę. No i zmiany co do więzi z zodiakami mają na tym etapie ogromne znaczenie – stają się zagrożeniem dla świata, który przez lata był podstawą funkcjonowania. Poczucie zagrożenia i bycia niczym w klatce z ofiar przechodzi na ich oprawcę. Całość dopełnia skomplikowana relacja Akito i Shigure’a, pełna przywiązania, wzajemnych ran i niewypowiedzianych emocji. Miałam co do tego wątku mieszane uczucia już w anime, manga je zdecydowanie podtrzymuje.

Bardzo podoba mi się też sposób, w jaki w tych tomach rozwijany jest motyw wolności jako kilka różnych procesów: dorastanie do własnych decyzji, niezależność od oczekiwań rodziny, pogodzenie się z rzeczywistością, przełamywanie emocjonalnego przywiązania oraz odwagę, żeby powiedzieć na głos to, co naprawdę czujemy. Mimo, że wydźwięk historii pozostaje ciężki widzimy bohaterów w nowych sytuacjach kiedy biorą los we własne ręce i tym razem nie tylko oni sami ponoszą tego konsekwencje, ale i Akito.

Co mi się nie podobało w tomach 9-10?

Ciężko mi się do czegokolwiek przyczepić, bo od lat uwielbiam tę historię dzięki anime. Spróbuję jednak spojrzeć na to z boku. Tomy 9–10 są momentami tak skoncentrowane na ciężkich, osobistych historiach bohaterów, że brakuje trochę wcześniejszej równowagi między dramatem, codziennością i humorem. Kolejne trudne informacje dotyczące rodziny Soma pojawiają się jedna po drugiej, przez co lektura potrafi być emocjonalnie wyczerpująca na co warto się nastawić. Nie sprawiło to jednak, że chciałam odłożyć mangę – wręcz przeciwnie, cały czas byłam ciekawa tym bardziej, że zbliżamy się ku końcowi. Kreska nadal ma swój charakter, choć nie zawsze jest dla mnie w pełni czytelna podczas bardziej dynamicznych scen.

fot. Serialomaniak

Wydanie mangi

„Fruits Basket” od Waneko w edycji Collector’s Edition to naprawdę efektowne wydanie. Każdy tom liczy około 400 stron i zawiera po dwa oryginalne woluminy, dzięki czemu kolekcja szybko nabiera konkretnego rozmiaru. Manga została wydana w miękkiej oprawie z obwolutą, a całość prezentuje się bardzo spójnie i estetycznie. Na okładkach i grzbietach pojawiają się kolejni bohaterowie – tym razem Arisa, Saki, Machi i Kakeru, bliscy z otoczenia Thoru i Yukiego. Pod obwolutą znajdziecie te same wizerunki, ale w odcieniu współgrającym z tytułem. Całości dopełniają kolorowe strony, które są miłym dodatkiem i jeszcze mocniej podkreślają kolekcjonerski charakter tego wydania. Jeśli zwracacie uwagę nie tylko na samą historię, ale również na to, jak manga prezentuje się na półce, edycja Waneko zdecydowanie robi bardzo dobre wrażenie!

Czy polecam tomy 9-10 „Fruits Basket”?

Zdecydowanie tak. Tomy 9–10 „Fruits Basket” to dla mnie kolejny dowód na to, że siłą tej historii od początku nie była wyłącznie klątwa czy wątek romantyczny, ale przede wszystkim bohaterowie i emocje, które za nimi stoją. Każdy z nich mierzy się tutaj z czymś innym – przeszłością, poczuciem winy, potrzebą wolności, strachem przed odrzuceniem czy wreszcie koniecznością przyznania przed samym sobą, czego naprawdę się chce. Mimo urokliwości ilustracji z okładek to nadal nie jest lekka i beztroska opowieść, a momentami emocjonalny ciężar kolejnych wydarzeń może być naprawdę duży. Jednak ani przez chwilę nie miałam poczucia, że historia traci swój sens. Wręcz przeciwnie – mam wrażenie, że wszystko, co Takaya budowała przez poprzednie tomy, zaczyna tutaj coraz mocniej wybrzmiewać. Jeśli jesteście fankami anime, tym bardziej zachęcam, żeby sięgnąć po mangę!

Dziękuję Waneko za przekazanie egzemplarzy. Wydawca nie miał wpływu na opinię i tekst.