Star Wars. Dziedzictwo Vadera. Rządy Kylo Rena. Tom 1
Nie lubię Kylo Rena. Moja przyjaźń z tą postacią skończyła się w momencie ściągnięcia przez niego maski w pierwszej części nowej trylogii. Niemniej dałem mu szansę w „Dziedzictwie Vadera” i była to dobra decyzja, bo po tym tomie inaczej spojrzałem na tę postać.
„Dziedzictwo Vadera. Rządy Kylo Rena” dzieją się po VIII części filmowej sagi, pokazując nam dalsze losy Kylo Rena po śmierci Snoke’a. Dawny Rycerz Ren próbuje stanąć na nogi, odnaleźć się w nowej roli i robi to, krocząc śladami Vadera, a właściwie próbując zniszczyć jego przeszłość. I choć samo to brzmi jak odkurzanie starych motywów, to wypadło kapitalnie, bo nie jest to luźne cofnięcie się do starych części i odtworzenie ich krok po kroku. To przede wszystkim dobrze napisane zderzenie współczesnych wartości z przeszłością i wykucie na ich kanonie profilu postaci – co sprawia, że Ren nabiera krzepy, pewności siebie i wartości, dzięki której zaczyna godnie prezentować się na tle reszty użytkowników mrocznej energii.
To przede wszystkim cofnięcie się do korzeni Vadera. Odwiedzane są znane tereny, znane postaci, jest powrót do znanych motywów. I choć Kylo próbuje je zniszczyć, to każda przygoda otwiera zupełnie nowe, mniejsze historie, które stawiają Kylo przed nowymi wyzwaniami, w których musi radzić sobie sam. Akcja stanowi okazję do przemyśleń, wyciągania wniosków i lepszego zrozumienia przez Kylo tego, co chce i co musi robić. Jest to super poprowadzona historia, żeby postać wypracowała własne „JA”, i w finalnym rozliczeniu ta przygoda bardzo dużo mu dała, by stanął na własne nogi. To samo można powiedzieć o innych postaciach z jego otoczenia, jak np. generał Hux, który ma tu więcej czasu – można zobaczyć go działającego strategicznie czy pod wpływem presji Kylo. Dzięki temu lepiej wybrzmiewa zarówno jego rola, jak i system wartości lekko kontrastujący z wartościami Kylo. Postawiony w konkretnych sytuacjach Hux wcale nie traci jako postać, a wręcz zyskuje, pokazując, jak dobrze analizuje sytuację, wyciąga wnioski i nie podejmuje złych decyzji.
Wyłącznie przyczepiłbym się do odtworzenia konfliktu Imperium-Rebelia. Kylo nie jest napisany jako dobry władca, ma to zupełnie w poważaniu, mimo iż stara się stworzyć wrażenie, że jest zupełnie inaczej. Wszystko opiera się na barkach Huxa, któremu sam Kylo podcina skrzydła. Cała ta droga jest dość specyficznie poprowadzona, by tak bez zastrzeżeń uwierzyć, że ich progres w przejmowaniu sił idzie akurat w tym kierunku, podczas gdy Rebelia stoi tu bezsilna i nie ma zupełnie nic do powiedzenia.
Trafiają do mnie rysunki Rossa i Raffaele’a za mroczną i surową atmosferę, która pasuje do fabuły i nadaje jej mocniejszego, dojrzałego wydźwięku, co jeszcze lepiej wpływa na odbiór ścieżki obranej przez Kylo. Rysunki dobrze odtwarzają świat przedstawiony w filmach, postacie dobrze prezentują się ze względu na proporcje czy emocjonalną mimikę, no i sceny akcji świetnie wypadają ze względu na dynamikę, choreografię i szerokie kadry rodem z kina.
Dziękuję Egmont za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.

