Młody Sherlock – Sezon 1 (Opinia bezspoilerowa)
Kiedy dowiedziałam się, że Guy Ritchie ponownie zabiera się za przygody Sherlocka Holmesa, tym razem przedstawiając jego młodszą wersję, od razu pomyślałam, że może z tego wyjść świetna rozrywka. Liczyłam nie tylko na intrygujące zagadki i śledztwa, ale także na charakterystyczny dla jego produkcji luz, dynamikę i klimat, które tak dobrze sprawdziły się w filmach o najsłynniejszym detektywie świata. Czy jednak adaptacja książek Andrew Lane’a pt. „Młody Sherlock” dostępna na Prime Video dorównuje tym oczekiwaniom? Przekonajmy się.

Sherlock Holmes ma 19 lat i zdecydowanie nie planuje zostać detektywem. Zamiast tego regularnie bywa gościem londyńskiego więzienia, raz po raz pakując się w kolejne kłopoty i przyprawiając swojego starszego brata o ból głowy. Wszystko zmienia się, gdy zostaje wplątany w sprawę tajemniczego morderstwa. Razem z nowo poznanym Moriartym rusza tropem zagadki, która z czasem okazuje się częścią znacznie większego spisku. Kolejne odkrycia prowadzą ich do sekretów skrywanych przez rodzinę Sherlocka, a młody Holmes szybko przekonuje się, że stawka jest znacznie wyższa, niż początkowo przypuszczał.
Nie będę ukrywać, bawiłam się świetnie od pierwszych minut tej produkcji. Dostałam praktycznie wszystko, czego oczekiwałam po młodszej wersji Sherlocka w duchu filmów Guya Ritchiego: jest dynamika, akcja, zagadki i świetne relacje między bohaterami. Intryga jest wciągająca, wielowymiarowa i potrafi zaskoczyć, a młody Sherlock to tak charyzmatyczna i pełna energii postać, że trudno mu nie kibicować i nie dać się porwać jego kolejnym, często bardzo niebezpiecznym przygodom. Owszem, od czasu do czasu pojawiają się drobne głupotki czy fabularne niedociągnięcia, ale historia wciąga jak czarna dziura. Bardzo szybko kupujemy konwencję serialu i po prostu dajemy się porwać jego nurtowi, z ciekawością czekając na kolejne zwroty akcji i finał całej intrygi.
Świetnie napisane postacie autorstwa Matthew Parkhilla to kolejny z najmocniejszych elementów tej produkcji. Bohaterowie są pełni życia, charyzmatyczni i wyraziści, a każdy z nich wnosi do historii coś od siebie. Co ważne, dotyczy to nie tylko głównych postaci, również bohaterowie drugoplanowi mają własny charakter, motywacje i potrafią na długo zapaść w pamięć. Trudno się temu dziwić, skoro twórcy zgromadzili naprawdę znakomitą obsadę. Na ekranie błyszczą zarówno odtwórca młodego Sherlocka Hero Fiennes Tiffin, jak i Joseph Fiennes, Natascha McElhone, Colin Firth czy Donal Finn, a między aktorami czuć świetną chemię. Dzięki temu relacje między bohaterami wypadają niezwykle naturalnie, a ich losy angażują od początku do samego końca.

Hero Fiennes Tiffin jako Sherlock to prawdziwy wulkan energii i osobowość, obok której trudno przejść obojętnie. Jego interpretacja bohatera wyraźnie czerpie z wersji stworzonej przez Roberta Downeya Jr. – to Sherlock bystry, błyskotliwy i niezwykle spostrzegawczy, ale jednocześnie cwany, zadziorny i uwielbiający naginać zasady. Nie stroni od ciemniejszych zakamarków życia, potrafi być bezczelny, ma cięty język i ogromny urok osobisty. To bohater daleki od nieskazitelnego ideału, często pakuje się w kłopoty i działa pod wpływem impulsu, ale właśnie dzięki temu jest tak autentyczny i zwyczajnie trudno go nie polubić.
Młody Fiennes ma niesamowitą chemię z Dónalem Finnem, który w roli Moriarty’ego wypada rewelacyjnie. To jeden z tych ekranowych duetów, gdzie wszystko po prostu działa, od błyskotliwych dialogów, przez wzajemne docinki, aż po chwile, gdy muszą sobie zaufać. Ich dynamika jest niezwykle naturalna, a jednocześnie pełna energii i wzajemnej charyzmy. Za każdym razem, gdy pojawiają się razem na ekranie, trudno oderwać od nich wzrok i nie odnieść wrażenia, że właśnie oglądamy jedną z największych sił napędowych całego serialu.
Pochłonęłam ten serial dosłownie na raz i naprawdę trudno było mi się od niego oderwać. To produkcja, która ma wszystko, czego potrzeba, by świetnie spędzić wieczór. Charyzmatycznych bohaterów, wciągającą intrygę, sporo akcji i odpowiednią dawkę humoru oraz luzu. Owszem, od czasu do czasu trafiają się drobne fabularne uproszczenia czy momenty, w których można pomyśleć: „no tak, to było do przewidzenia”, ale uwierzcie mi kiedy już dacie się porwać tej przygodzie, szybko przymkniecie na to oko. A skoro drugi sezon jest już zamówiony, pozostaje tylko uzbroić się w cierpliwość i mieć nadzieję, że utrzyma równie wysoki poziom.

