Książki serialoweWspółpraca reklamowa

Amazing Spider-Man Epic Collection. Sekret kamiennej tablicy (Opinia)

Czy warto sięgnąc po Amazing Spider-Man Epic Collection. Sekret kamiennej tablicy? Zdecydowanie, klasyka pajęczego gatunku!

To wielowątkowa, genialnie przemyślana intryga. Tytułowa saga o kamiennej tablicy to bezapelacyjnie jeden z pierwszych tak dobrze rozpisanych, ciągłych i angażujących wątków w historii Marvela. Konflikt, w który zaplątani są Kingpin, Shocker, Man-Mountain Marko oraz debiutujący Silvermane, trzyma w napięciu od początku do końca. Cała ta historia jest świetnie poprowadzona i dodatkowo podkręcona nutką tajemnicy ze zwariowanymi zwrotami akcji, co nawet dzisiaj skłania do przemyśleń. Co ciekawe, sam Spider-Man potrafi tu momentami zachować się trochę wbrew swojemu tradycyjnemu charakterowi, ale w ramach tego konkretnego komiksu zostało to tak dobrze ujęte, że idealnie trafia w punkt.

Do tego dochodzi mistrzowska „opera mydlana” w wykonaniu niezastąpionego Stana Lee. Warstwa obyczajowa to jest po prostu czyste złoto i czyta się ją z zapartym tchem. Wieczne problemy finansowe Petera, jego sercowe rozterki na uniwersytecie, ciągłe ukrywanie prawdy przed ciocią May i dynamika grupy przyjaciół, z Harrym Osbornem i Flashem Thompsonem na czele, robią niesamowitą robotę, ale… twórcy momentami potężnie przesadzili z gnojeniem głównego bohatera. Jasne, wiemy, że Peter Parker z zasady ma w życiu pod górkę, ale tutaj ta skala nieszczęść i degradacji jest po prostu przytłaczająca. Przez ponad 400 stron człowiek musi szukać z lupą chociaż grama szczęścia w jego życiu, co na dłuższą metę bywało wręcz męczące. Nawet postacie wokół niego potrafią zachowywać się totalnie kretyńsko, a cała wina i tak ostatecznie spada na biednego Petera. Taka Gwen Stacy całująca Flasha na pożegnanie wypada tutaj po prostu fatalnie, a cały ten emocjonalny syf rykoszetem i tak uderza w naszego Pająka. Ta totalna bezsilność bohatera wobec otoczenia momentami aż za mocno rzutowała na klimat.

Rysunki Johna Romity Starszego to już klasa sama w sobie i bezapelacyjnie największa zaleta tego tomu. Jego czysta, dynamiczna i niezwykle elegancka kreska po prostu zachwyca – jarałem się niemal każdym kadrem. To właśnie te rysunki ukształtowały ikoniczny wygląd Spider-Mana, Petera, Gwen Stacy czy Mary Jane na kolejne dekady. Postacie są rozrysowane z niesamowitą dbałością o detale, akcja i posługiwanie się mocami dają potężną satysfakcję, a emocje aż biją z twarzy bohaterów. Na osobny plusik zasługuje samo wydanie od Egmontu. Tom jest gruby, solidny, kolory wyglądają obłędnie, tłumaczenie daje radę, a bogate materiały dodatkowe z archiwalnymi grafikami i szkicami idealnie dopełniają całości.

Dziękuję Egmont za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.