Samotny dom (Opinia bezspoilerowa)
Być może „Samotny dom” Agathy Christie nie należy do moich ulubionych powieści autorki, ale ma wiele zalet, w tym naprawdę dobrze rozpisaną intrygę (jak przystało na królową kryminału), która niemal pokonała samego Herkulesa Poirota. Dziś przychodzę do Was z kolejną odsłoną tego klasyka w komiksowej wersji od wydawnictwa Egmont. Oto jak prezentuje się graficzna adaptacja „Samotnego domu”.
„Samotny dom”, stworzony tym razem w duecie (rysownicy i scenarzysta), to kolejne zgrabne i udane przeniesienie prozy Christie na wersję komiksową. Jak już wcześniej podkreślałam, dzięki dość nieskomplikowanej formie powieści Agathy Christie jej książki są wręcz idealnymi kandydatami do takich adaptacji, nie tracąc przy tym wiele ze swojej fabuły i stylu. To co najcenniejsze, czyli intryga kryminalna, zostaje tu zachowane w 100% i świetnie oddaje klimat oryginalnej powieści. Nie chcę bynajmniej odbierać autorowi pracy, ale mogło mu się to wydawać trudniejsze, niż finalnie wyszło. Myślę, że przenoszenie tych klasycznych kryminałów na łamy powieści graficznych to bardzo przyjemny i wdzięczny temat.

W tej historii Herkules Poirot trafia na sprawę serii pozornie przypadkowych wypadków, które zaczynają otaczać młodą Nick Buckley mieszkającą w odizolowanej nadmorskiej posiadłości znanej jako „Samotny dom” (End House). Każde kolejne zdarzenie budzi coraz większe wątpliwości detektywa, który wyczuwa, że ktoś celowo manipuluje rzeczywistością i próbuje ukryć coś znacznie poważniejszego. Z czasem niewinna sprawa zamienia się w gęstą, psychologiczną grę pozorów i fałszywych tropów. Poirot musi odkryć, kto stoi za narastającym zagrożeniem, zanim będzie za późno.

Jak już wspomniałam, nie jestem wielką fanką tej pozycji w wersji książkowej, ale komiks wypada całkiem zgrabnie. Fabuła intryguje, a osoba dla której ta historia jest świeża, z pewnością naprawdę wciągnie się w opowieść i będzie główkować razem z naszym genialnym belgijskim detektywem. Największą zaletą tej historii jest to, jak Christie rozpisuje intrygę i tajemnicę: wszystko jest tu dobrze przemyślane, a kolejne tropy skutecznie prowadzą czytelnika w różne strony. Przez to łatwo dać się zwieść pozorom i razem z Poirotem próbować odróżnić prawdę od manipulacji. To właśnie ta precyzyjnie skonstruowana zagadka sprawia, że historia mimo upływu lat nadal potrafi wciągnąć i trzymać w napięciu. Świetne!
Na koniec, co nie mniej ważne, to grafika. Jest dobrze dopasowana do klimatu opowieści, a same wnętrza oraz tytułowy „Samotny dom” zostały przedstawione bardzo czytelnie i klimatycznie. Nie będę jednak ukrywać, że nie do końca odpowiada mi sposób, w jaki Zanon przedstawia Poirota. To nie jest moja wizja tej postaci i jest jej dość daleko. Zdecydowanie bliżej mi do interpretacji Marka czy np. Romualda Gleyse’a. Również Japp jest tu zbyt podobny – moim zdaniem – do samego głównego bohatera, co trochę mnie razi i momentami przeszkadza w odbiorze. Ja zdecydowanie wolę bardziej charakterystycznego, niskiego i „mniejszego” Belga niż tak postawnego, wręcz masywnego Poirota. To dla mnie największa wada tego komiksu.

Podsumowując, „Samotny dom” w wersji komiksowej to dla mnie całkiem udana adaptacja klasycznej Christie, która dobrze oddaje klimat i przede wszystkim świetnie prowadzoną intrygę. Mimo że sama powieść nie należy do moich ulubionych, to tutaj historia naprawdę potrafi wciągnąć i sprawia, że chce się razem z Poirotem rozwiązać zagadkę do końca. Nie wszystko jednak do mnie trafia — największym minusem pozostaje dla mnie sposób przedstawienia bohaterów, szczególnie Poirota, który nie do końca pokrywa się z moją wyobrażeniową wersją tej postaci. Mimo to całość oceniam jako solidną i wartą uwagi, zwłaszcza dla fanów klasycznych kryminałów Christie w nowej, graficznej odsłonie.
Dziękuję Egmont za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.

