Rywale – Sezon 2 część 1 (Opinia bezspoilerowa)
„Rywale” („Rivals”) to serialowa adaptacja powieści Jilly Cooper z lat 80. Akcja rozgrywa się w angielskim hrabstwie Rutshire, gdzie rywalizuje ze sobą elita lokalnej społeczności. Wśród bohaterów znajdziemy dyrektora Corinium Television, lorda Tony’ego Baddinghama (David Tennant), byłego olimpijczyka, arystokratę, bawidamka i ministra Ruperta Campbella-Blacka (Alex Hassell) oraz prezentera Declana O’Harę (Aidan Turner). Pierwszy sezon pozostawił nas z większą liczbą pytań niż odpowiedzi. Pierwszą część 2. sezonu możemy oglądać na Disney+ od maja. Niestety na kolejne odcinki przyjdzie nam poczekać do listopada. Przed premierą nowego sezonu zrobiłam sobie powtórkę pierwszego, ponieważ lubię wracać do produkcji, które szczególnie przypadły mi do gustu. Czy jest to serial wybitny? Moim zdaniem nie. Czy jeszcze do niego wrócę? Zdecydowanie tak. Zapraszam na bezspoilerową opinię o najnowszych odcinkach.

Wojna pomiędzy Corinium a Venturer o koncesję telewizyjną Central South West nabiera tempa i staje się bezwzględną grą, w której wszystkie chwyty są dozwolone. Pomiędzy zdradami, intrygami i tajemnicami przewija się także wątek wyborów parlamentarnych z 1987 roku. Serial świetnie operuje satyrą. Twórcy z ogromnym wyczuciem obnażają absurdy epoki, pokazując, że w świecie wielkich ambicji prawda i lojalność są najtańszą walutą.
Pamiętacie zapewne, jakie widoki cieszyły oko widza w 1. sezonie. W tym mamy tego jeszcze więcej. Jeszcze więcej intryg, jeszcze więcej namiętności, tajemnic i skandali, a wszystko to okraszone pięknymi widokami w postaci Declana i Ruperta. I to tyle. Wszyscy wiedzą, o co chodzi. Cameron Cook to postać, która w serialowej adaptacji „Rivals” zyskała jeszcze bardziej drapieżny wymiar. Miłośnicy książek z pewnością zauważyli, że finał pierwszego sezonu diametralnie zmienił jej losy względem literackiego pierwowzoru. Zabieg ten był w pełni celowy, bowiem twórcy serialu odrzucili pomysł pokazania kolejnej uległej kobiety poniewieranej przez toksycznego partnera. Bohaterka od samego początku uchodziła za bezkompromisową i silną postać. Choć prywatnie nie darzę jej szczególną sympatią (#teamTaggie), to zmiana ta ogromnie mnie ucieszyła.

Genialny i krwawy cliffhanger, w którym Cameron broni się przed przemocą, sprawił, że na drugi sezon czekałam jeszcze bardziej. Kontynuacja okazała się zresztą jeszcze lepsza, dynamiczniejsza i bardziej drapieżna niż premierowa odsłona. Żadnym spoilerem nie będzie wspomnienie, że bezwzględny lord Tony Baddingham przeżył ten atak i powraca w iście piorunującym stylu. Żądny krwawej zemsty na swojej kochance, dawnym pracowniku oraz pupilku Margaret Thatcher, nie cofnie się przed absolutnie niczym. Ten wyzbyty jakichkolwiek głębszych uczuć hedonista za nic ma normy moralne czy dobro własnej rodziny. To właśnie w drugim sezonie, gdy wszystkie maski opadają, prawdziwa zabawa i bezwzględna walka o władzę w Rutshire zaczynają się na dobre.
Czekając na 2. sezon, nie mogłam doczekać się wątków moich dwóch ulubionych bohaterek: niezwykle pomocnej Taggie i autorki pikantnych romansów, Lizzie Vereker. Od pierwszej minuty obie kobiety zyskały moją całkowitą sympatię. Taggie O’Hara w najnowszym sezonie mierzy się z trudnymi wyzwaniami osobistymi, a jednocześnie próbuje zrozumieć, co tak właściwie dzieje się w jej otoczeniu. Ta niezwykle sympatyczna dziewczyna jest promykiem światła w pełnym intryg Rutshire.

Na koniec muszę wspomnieć o motywie, którego strasznie nie lubię w serialach, mowa o trójkątach miłosnych. Ta produkcja jest nimi dosłownie naszpikowana, a mimo to ani przez chwilę mi to nie przeszkadzało. W jeden z takich układów uwikłana jest Lizzie Vereker. Zapewne pamiętacie z pierwszego sezonu, że jej małżeństwo to totalna klapa. Relacja z mężem opiera się głównie na chłodzie, wzajemnych pretensjach i braku zrozumienia, co z góry skazywało ten związek na porażkę. Prawdziwe emocje i magnetyczna chemia poj awiają się dopiero wtedy, gdy na horyzoncie staje Freddie. To właśnie przy nim Lizzie rozkwita, a ich pełna napięcia relacja pokazuje, czym jest prawdziwa fascynacja.Twórcy rozegrali ten wątek po mistrzowsku. Jak na szpilkach siedziałam, oglądając 6. odcinek 2. sezonu, i sama do końca nie byłam pewna, jak poprowadzą dwa najważniejsze wątki z finału pierwszej części sezonu. Słodko-gorzki finał sprawił, że z chęcią dorwałabym się już do drugiej części sezonu.
Podsumowując, rzadko zdarza się, żeby drugi sezon serialu był lepszy od pierwszego. Twórcy podnieśli poprzeczkę bardzo wysoko i trochę szkoda, że w Polsce serial jest tak mało znany. Może nie jest to produkcja, która może stanąć obok „Rodziny Soprano” czy „Gry o tron”, ale z pewnością zasługuje na większe docenienie. Jeśli lubicie świat blichtru okraszony zdradami, intrygami i namiętnościami, ten serial jest dla Was. Na pewno nie będziecie zawiedzeni.
Dziękujemy Disney+ za dostęp do serialu. Platforma nie miała wpływu na treść tekstu.

