Recenzje serialiWspółpraca

RJ Decker – Sezon 1 (Opinia bezspoilerowa)

Jako ktoś, kto ma ogromną słabość do klasycznych, proceduralnych seriali, od dawna szukałam godnego następcy „Hawaii 5.0” czy „Magnum P.I.”. Wiecie, o co chodzi: kryminalne zagadki, sporo akcji, ciepły klimat, odrobina humoru i bohaterowie, z którymi po prostu chce się spędzać czas. „RJ Decker” na pierwszy rzut oka spełnia wszystkie te kryteria, obiecując lekką, wakacyjną rozrywkę z detektywistycznym zacięciem. Pytanie tylko, czy rzeczywiście dorównuje najlepszym przedstawicielom tego gatunku? Przekonajmy się.

fot. ABC/Disney+

RJ Decker to facet po przejściach. Były fotograf kryminalny, a przede wszystkim były skazaniec, który po wyjściu z więzienia próbuje ułożyć sobie życie na nowo jako prywatny detektyw. Mieszka w garażu należącym do swojej byłej żony i jej nowej rodziny, a na co dzień zajmuje się głównie tropieniem niewiernych małżonków i innymi niezbyt spektakularnymi zleceniami. Problem w tym, że kłopoty wyjątkowo go lubią, dlatego zamiast spokojnych spraw raz za razem trafia w sam środek tajemniczych zbrodni. Jakby tego było mało, w jego życiu ponownie pojawiają się członkowie rodziny Ochoa, ludzie odpowiedzialni za to, że przed laty niesłusznie trafił za kratki.

Zacznijmy od tego, co najważniejsze, „RJ Decker” to klasyczny procedural i właśnie z takim nastawieniem warto do niego usiąść. Jeśli lubicie ten sposób prowadzenia narracji, szybko poczujecie się tu jak w domu. Tradycyjnie w każdym odcinku dostajemy nową sprawę kryminalną, która zostaje rozwiązana do końca epizodu, a wszystko to przeplata się z głównym wątkiem sezonu, rozwijanym stopniowo w tle. To sprawdzona formuła, która od lat świetnie sprawdza się w serialach kryminalnych i tutaj również działa bardzo dobrze. Skoro mamy to już odhaczone, przyjrzyjmy się bliżej samej fabule.

W swojej konwencji serial sprawdza się naprawdę dobrze. Sprawy tygodnia stoją na solidnym poziomie, może nie są wyjątkowo oryginalne ani szczególnie zaskakujące, ale w proceduralach rzadko to właśnie one stanowią największą siłę produkcji. Najważniejsze, że potrafią zainteresować widza na tyle, by z przyjemnością obejrzał cały odcinek, i pod tym względem „RJ Decker” spełnia swoje zadanie bez zarzutu. Główny wątek sezonu również wypada całkiem dobrze. Nie jest może szczególnie spektakularny, ale skutecznie spaja całą historię, a motyw rodziny Ochoa i wydarzeń, które doprowadziły Deckera do więzienia, stopniowo odkrywa przed widzem kolejne elementy układanki i zachęca do oglądania następnych odcinków.

fot. ABC/Disney+

To, co najważniejsze w tego typu produkcjach, to bohaterowie. To właśnie oni sprawiają, że co tydzień zasiadamy przed telewizorem, by śledzić ich losy. Umówmy się – raczej nie dlatego, że po raz dziesiąty fascynuje nas kolejny sposób na ukrycie ciała (choć i to czasem potrafi być zaskakująco wciągające 😉). Na szczęście Decker bardzo dobrze sprawdza się jako główny bohater. Ma charyzmę, sporo luzu i poczucie humoru. Może nie jest aż tak błyskotliwy jak Steve McGarrett z „Hawaii 5.0”, ale bez problemu potrafi udźwignąć cały serial i zwyczajnie dobrze się ogląda jego kolejne przygody.

Nieco słabiej wypada drugi plan. Nie jest źle, bo większość postaci da się polubić, jednak często sprawiają wrażenie zlepku ciekawych pomysłów, którym zabrakło wyrazistszego charakteru. Szczególnie szkoda mi Wisha, bo widzę w tej postaci naprawdę duży potencjał, ale mam wrażenie, że twórcy nie wykorzystali go w pełni. Podobne odczucia mam wobec relacji Deckera z Mel. Wszystko wskazuje na to, że to właśnie ona miała stać się jego najważniejszą partnerką i osobą, z którą stworzy charakterystyczny duet, jednak między aktorami zwyczajnie zabrakło tej iskry. Ich wspólne sceny ogląda się dobrze, ale nigdy nie osiągają poziomu chemii, jaką mieli Steve i Danno z „Hawaii 5.0” czy Magnum i Higgins z „Magnum P.I.”. A to właśnie takie relacje bardzo często stają się największą siłą procedurali i sprawiają, że widzowie wracają do nich przez kolejne sezony.

Aktorsko serial również wypada całkiem solidnie. Scott Speedman świetnie odnajduje się w roli RJ Deckera, ma odpowiednią charyzmę, sporo naturalnego uroku i bez problemu sprawia, że kibicujemy jego bohaterowi od pierwszego odcinka. Na plus zaskakuje także Kevin Rankin. Jego Wish ma spory potencjał i liczę, że w kolejnych sezonach twórcy jeszcze mocniej rozwiną tę postać. Dobrze wypada również Jaina Lee Ortiz, która wnosi do serialu dużo energii i ekranowej pewności siebie.

fot. ABC

Najsłabiej, moim zdaniem, prezentują się Bevin Bru oraz odtwórczyni roli byłej żony Deckera. Jak już wspominałam, postać Mel nie wykorzystuje swojego potencjału i mimo że miała być jedną z najważniejszych osób w życiu głównego bohatera, trudno dostrzec między nimi prawdziwą chemię. Z kolei była żona Deckera sprawia wrażenie bohaterki obecnej bardziej z obowiązku niż z fabularnej potrzeby. Pojawia się regularnie, ale niewiele wnosi do historii i przez większość sezonu pozostaje postacią, która nie zapada w pamięć.

Podsumowując, „RJ Decker” to naprawdę przyjemny, klasyczny procedural, który idealnie sprawdza się jako serial na wieczór czy do obiadu. Nie próbuje na siłę rewolucjonizować gatunku, ale za to dostarcza dokładnie tego, czego można od niego oczekiwać, ciekawych spraw kryminalnych, sympatycznego głównego bohatera i lekkiej, niezobowiązującej rozrywki. Choć drugi plan mógłby być wyrazistszy, a kilku postaciom przydałoby się więcej charakteru i lepsza chemia z Deckerem, całość ogląda się naprawdę dobrze. Jeśli jesteście fanami klasycznych procedurali pokroju „Hawaii 5.0”, „Magnum P.I.” czy „Will Trent”, zdecydowanie warto dać temu serialowi szansę. Ja z przyjemnością obejrzę drugi sezon i liczę, że twórcy jeszcze bardziej rozwiną potencjał drzemiący w tej historii.

Dziękujemy Disney+ za dostęp. Platforma nie miała wpływu na treść opinii.