Recenzje serialiWspółpraca

Ninja Kamui – Sezon 1 (Opinia bezspoilerowa)

Jak się okazało „Ninja Kamui” to anime, które od pierwszych minut daje widzowi jasny sygnał: to będzie historia o bólu, zemście i przemocy, od której nie da się uciec. Nie ma tu powolnego wprowadzania w świat ani spokojnego budowania nastroju. Jest cios. I kolejny. A potem już tylko pytanie: czy z takiej drogi pokrytej krwią i obranej z powodu zemsty w ogóle da się zawrócić?

Głównym bohaterem jest były ninja, który porzucił swoje dawne życie, klan i cały kodeks, próbując zacząć od nowa jako zwykły człowiek. Spokojne życie, rodzina, codzienność. Brzmi jak klasyczny motyw, prawda? I właśnie w tej pozornej prostocie tkwi siła historii. Bo to anime nie opowiada o tym, jak zostać bohaterem. Za to dobitnie uświadamia, że przeszłość, szczególnie taka zbudowana na krwi i przemocy, nigdy naprawdę nie odpuszcza. Ona tylko czeka na odpowiedni moment. Myślę, że fani „Johna Wicka” znajdą tu punkt zaczepienia. Dla mnie był nim opening serii, który usłyszałam na długo przed tym zanim zabrałam się za seans. Uwielbiam Coldrain. A „Vengance” jest kawałkiem idealnym. Tego intra się nie pomija – dla niego włącza za to kolejny odcinek. No i obsada: Kenjiro Tsuda w roli zrozpaczonego ninja pałającego zemstą to idealne połączenie.

fot. IMDB

Sekwencje walk są dynamiczne, brutalne i przemyślane. To nie są bezsensowne bijatyki – widać, że twórcy zadbali o choreografię i rytm. Każdy cios ma wagę, każda technika ninja wygląda wiarygodnie w kontekście stylu anime. Momentami sceny walki przypominają balet – eleganckie ruchy, tempo, kontrasty – tylko że zamiast tańca mamy siekające powietrze ostrza i brutalne starcia. Do tego dochodzi muzyka i oprawa wizualna, które naprawdę podkręcają napięcie. Gdy patrzysz na niektóre ujęcia, masz wrażenie, że oglądasz małe dzieło sztuki, tylko mroczne i agresywne. Nawet w spokojniejszych scenach, gdzie tempo akcji zwalnia, oprawa wizualna utrzymuje napięcie – świat wydaje się wciąż niebezpieczny, a przemoc wisi w powietrzu. Klimat i muzyka są jednymi z najważniejszych elementów budujących odbiór całej serii. Od pierwszych scen widać i czuć, że to świat zimny, brutalny i pozbawiony złudzeń. Miasta toną w mroku, nocnych światłach i industrialnych przestrzeniach, a cała estetyka sprawia wrażenie przytłaczającej i nieprzyjaznej. Ten ciężki, niemal fatalistyczny nastrój idealnie pasuje do historii o zemście i o człowieku, który nie potrafi uciec od własnej przeszłości. Świat wygląda tak, jakby sam był zmęczony krwią i konfliktami. Pod pozornie prostym motywem jednak kryją się pytania znacznie głębsze niż sama zemsta: gdzie kończy się sprawiedliwość, a zaczyna ślepa żądza odwetu? Jak bardzo przeszłość definiuje nasze wybory i to, kim jesteśmy w teraźniejszości? Czy człowiek może zmienić bieg swojej historii, jeśli wszystko co zna zostało ukształtowane przez przemoc? Pod tym względem ten tytuł mnie kupił, lubię warstwy filozoficzne, ale…

…gdy następuje zderzenie świata ninja z nowoczesną technologią, poczułam zgrzyt. Cybernetyczni zabójcy, zaawansowane pancerze i futurystyczne urządzenia bojowe brzmią super, tyle że nie tu. Mam wrażenie, że twórcy pokusili się o ten kontrast żeby zaciekawić i przyciągnąć. Niestety nie wyszło. W tym momencie dla mnie tempo siada. Twórcy muszą poświęcić czas na pokazanie technologii, jej działania i efektów CGI. W praktyce oznacza to, że niektóre sekwencje walk tracą część rytmu i napięcia, jesteśmy razem z bohaterem odciągani na bok, rozpraszani, przez co cel jaki sobie obrał się oddala. Być może gdyby skrócić sezon z 13 do 10 odcinków byłoby ciekawiej. Najbardziej interesowały mnie pojawiające się stopniowo flashbacki ujawniające przeszłość i relacje bohatera a jak nie złość je odwlekano. Poza tym słabszy aspekt stanowią postacie poboczne. Nie zrozumcie mnie źle – są obecne, mają swoje momenty, wprowadzają kontekst, czasem nawet emocjonalny ciężar, ale w większości przypadków służą głównie jako tło dla widowiska. Brakuje im głębi i rozwoju psychologicznego. I chociaż główny bohater jest napędzany gniewem i żądzą zemsty, to czasem chciałoby się, żeby ktoś mu dorównał charakterem i niestety tego zabrakło. Polubiłam Emmę i agenta Mike’a, Zai był interesującą postacią w kontekście historii naszego głównego bohatera, ale znaczna część pozostałych postaci w moim odczuciu stanowiła tło i równie dobrze mogło by ich nie być.

Podsumowując, „Ninja Kamui” to anime, które wyróżnia się przede wszystkim połączeniem intensywnej, brutalnej akcji z emocjonalnym ciężarem opowieści o zemście i konsekwencjach przeszłości. Kontrast tradycyjnego klanu ninja z futurystyczną technologią i mechami dodaje widowiskowości, ale czasem osłabia spójność wizualną i rytm narracji. Klimat serii jest ciężki i mroczny, dla mnie idealnie wpasowuje się w przedstawianą historię, choć można go uznać za monotonny – nie znajdziecie tu zabawnych przerywników. Anime nie próbuje redefiniować gatunku, ale w swoim połączeniu brutalności, emocjonalnej dramaturgii i widowiskowych pojedynków dostarcza intensywnego doświadczenia, które z jednej strony ekscytuje, a z drugiej zmusza do refleksji nad ceną zemsty, lojalności i tego, jak przeszłość kształtuje nasze wybory. Jeśli nie macie nic przeciwko nierównemu tempu akcji i sceny starć uznajecie za wynagrodzenie takiej niedogodności to może się Wam spodobać. W moim odczuciu wypada nieźle, mimo że spodziewałam się historii mniej osadzonej w świecie rozwijającej się technologii. Czy sprawdzę dwa kolejne potwierdzone sezony? Jasne, choć nie z takim poziomem entuzjazmu jaki odczuwałam na starcie.

Dziękujemy HBO MAX za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię i tekst.