Recenzje serialiWspółpraca

Magazyn 13 (Opinia bezspoilerowa)

Dziś przychodzę do Was z recenzją serialu, który do tej pory pozostaje jedną z moich ulubionych produkcji stacji Syfy i do którego mam ogromny sentyment. W czasach, gdy seriale science fiction coraz częściej stawiały na mroczny klimat i skomplikowane mitologie, Magazyn 13 poszedł w zupełnie innym kierunku. Produkcja łączyła fantastykę naukową, przygodę i humor, zabierając widzów do tajemniczego magazynu pełnego niezwykłych artefaktów. Choć od premiery minęło już kilkanaście lat, serial wciąż pozostaje jedną z najbardziej charakterystycznych pozycji w swoim gatunku. Powrót do tej produkcji po latach okazał się bardzo ciekawym doświadczeniem. Czy Magazyn 13 nadal potrafi bawić i wciągać tak samo jak kiedyś? Zapraszam do recenzji.

fot. SYFY

Agenci Secret Service, Myka Bering (Joanne Kelly) i Pete Lattimer (Eddie McClintock) są świetni w swoim fachu, choć różnią się niemal pod każdym względem. Pete lubi działać spontanicznie i często polega na swoim niezwykłym instynkcie, który niejednokrotnie pomaga mu w pracy. Myka jest jego całkowitym przeciwieństwem: poukładana, spostrzegawcza i skrupulatnie przestrzegająca zasad. Gdy oboje zostają uwikłani w sprawę kradzieży cennego muzealnego artefaktu oraz zamachu na prezydenta, otrzymują nowy przydział do tajemniczego Magazynu 13 w Południowej Dakocie. To właśnie tam przechowywane są nadprzyrodzone przedmioty, które rząd Stanów Zjednoczonych gromadził przez stulecia. Tak rozpoczyna się ich nowa misja, tropienie zaginionych artefaktów, zabezpieczanie niebezpiecznych obiektów i badanie doniesień o kolejnych niezwykłych przedmiotach pojawiających się na całym świecie.

Jednak tym, co naprawdę przyciągało widzów do tej produkcji, byli świetnie wykreowani i zagrani bohaterowie. Myka i Pete tworzą duet, który pod wieloma względami może kojarzyć się z Mulderem i Scully z „Z Archiwum X”. Ich początkowo trudna relacja z czasem przeradza się w idealne partnerstwo oraz niezwykłą więź, będącą jednym z filarów całego serialu. Dzięki różnicom charakterów bohaterowie doskonale się uzupełniają, a ich wzajemna dynamika i energia sprawiają, że każda wspólna scena ogląda się z ogromną przyjemnością. Joanne Kelly i Eddie McClintock znakomicie odnajdują się w swoich rolach, a chemia między nimi jest jednym z największych atutów „Magazynu 13”.

fot. SYFY

W świat „Magazynu 13” bohaterów – a przy okazji również widzów – wprowadza Artie Nielsen, grany przez Saula Rubineka. To ekscentryczny, błyskotliwy i nieco zrzędliwy opiekun magazynu, który przez lata stał się jedną z najbardziej lubianych postaci serialu. Artie pełni rolę mentora dla Myki i Pete’a, przekazując im wiedzę o artefaktach oraz zasadach funkcjonowania tajemniczej organizacji. Saul Rubinek znakomicie odnajduje się w tej roli, nadając swojej postaci zarówno komediowego uroku, jak i emocjonalnej głębi, szczególnie w późniejszych sezonach. Nie dajcie się jednak zwieść jego pozornie wszystkowiedzącej naturze, nawet Artie skrywa własne sekrety i tajemnice, które z czasem odgrywają istotną rolę w fabule serialu. Na koniec nie sposób nie wspomnieć o Claudii Donovan, granej przez Allison Scagliotti. To bez wątpienia jedno z serc całej produkcji i postać, która bardzo szybko skradła uwagę widzów. Inteligentna, błyskotliwa, sarkastyczna i obdarzona wyjątkowym talentem do technologii, wnosi do serialu ogromną dawkę energii oraz humoru. Claudia nie tylko świetnie odnajduje się wśród pozostałych bohaterów, ale z czasem staje się jedną z najważniejszych postaci całej historii. Trudno wyobrazić sobie Magazyn 13 bez jej ciętego języka, entuzjazmu i nieustannej gotowości do pakowania się w kolejne kłopoty. Szczególne miejsce w moim sercu zajmuje jednak jej relacja ze Steve’em Jinksem (Aaron Ashmore). Oboje tworzą fantastyczny duet, a ich przyjaźń, wzajemne wsparcie i przekomarzania są dla mnie absolutnie jednym z najlepszych elementów całego serialu.

fot. SYFY

Powrót do tego serialu po latach sprawił, że muszę przyznać jedno, „Magazyn 13” nie zestarzał się tak źle, jak się tego spodziewałam. Być może wynika to z faktu, że nigdy nie była to wysokobudżetowa produkcja, a efekty specjalne już wtedy prezentowały raczej średni poziom, więc dziś nie robią ani większego wrażenia, ani dużego rozczarowania. Jak wspominałam wcześniej, nie dla nich ogląda się ten serial. Największą siłą pozostają akcja, humor oraz relacje między bohaterami, które wciąż działają bardzo dobrze. Dla fanów gatunku może to być świetna, lekka propozycja na lato, a dla starych widzów, przyjemny powrót do „starego dobrego Magazynu” i dobrze znanych postaci, których przygody nadal ogląda się z dużą przyjemnością.

Po latach „Magazyn 13” nadal daje mi dokładnie to, za co go kiedyś pokochałam: lekką, przygodową historię z ciekawym pomysłem i świetnymi bohaterami. To jeden z tych seriali, do których wraca się bardziej dla klimatu i relacji między postaciami niż dla efektów czy wielkich zwrotów akcji. I mimo upływu czasu wciąż oglądało mi się go z dużą przyjemnością i sentymentem. To dla mnie taki „comfort serial”, do którego pewnie jeszcze kiedyś wrócę.

Dziękujemy SkyShowtime za dostęp. Platforma nie miała wpływu na treść tekstu.