Książki serialoweWspółpraca reklamowa

Kubuś Puchatek. Antologia komiksu (Opinia)

Czy wy też jesteście z grona szczęśliwców, którzy wychowali się na Kubusiu Puchatku? Bajkę obejrzałem tyle razy jako dzieciak, że dziś mógłbym opowiadać te historie z pamięci… Nie było mi jednak dane poznać ani książki, ani komiksu. Aż do teraz, dzięki wydawnictwu Olesiejuk!

W sierpniu ukazał się zbiór wszystkich historii komiksowych o Kubusiu Puchatku i jego przyjaciołach, które zaczęły powstawać jako paski gazetowe od lat 70. w górę. To potężny zasób wiedzy, wartościowa i ładnie wydana skarbnica dla fanów zwierzaków ze Stumilowego Lasu, dająca przekrój tego, jak zmieniały się ich historie na przestrzeni lat. Pierwszy uśmiech na mojej twarzy pojawił się już w momencie, kiedy wziąłem komiks do ręki. Nieregularny format, gruba oprawa, minimalistyczna okładka z podobnie wykonanymi zdobieniami w środku. To wszystko idealnie pasuje do stylistyki serii. A ten materiałowy grzbiet z szytymi napisami… od razu miałem poczucie, że trzymam w rękach ekskluzywny produkt!

Po otwarciu można się w tych historiach utopić. Ciężko je wszystkie spamiętać, bo całość zajmuje około 350 stron podzielonych tematycznie na 3 rozdziały, a na każdej stronie mieści się od 3 do 4 historyjek w 1. rozdziale. Sama formuła nie była dla mnie zaskoczeniem, bo dokładnie tak kiedyś wydawano komiksy. Zaskoczyła mnie natomiast klimat historii.. To nie są dziecinne, naiwne historyjki z tanimi żartami. Opierają się na codziennych sytuacjach, idealnie oddając charaktery postaci np. wygłupy Tygryska i jego wypadki podczas skakania, ciut przytłaczające historie Klapouchego widzącego wszystko w czarnych barwach czy przygody Kubusia, który najczęściej razem z Prosiaczkiem wykonuje bezsensowne rzeczy (jak kopanie dołu w poszukiwaniu głębi). Nie zabrakło historii o edukacyjnym motywie jak słowotoki Sowy, której nikt nie chce słuchać albo budowanie przygód wokół wad bohaterów jak wypadki wspomnianej Sowy, kiedy poruszała się za dnia, nic nie widząc. Budując tematykę wokół postaci, twórcy nie tylko wyraźnie akcentowali ich charaktery, ale też uczyli przez zabawę o ich profilach i codzienności, co było przyjemne w odbiorze.

fot. Serialomaniak

Każda z historii daje pogodny zastrzyk energii, ale najbardziej podobała mi się specyfika żartów. Kręcą się one wokół gier słownych (np. poszukiwanie przez Kubusia rymów, które ma na wyciągnięcie ręki), odwołań do literatury (np. wiersze stylizowane na opowieść o Trzech Świnkach), wspomnianych już motywów edukacyjnych (np. całkiem sporo historii celuje w okrągłą Ziemię czy edukację Krzysia) i mądre riposty – nawet dziś (np. Prosiaczek uprzejmie komentujący brzuch Puchatka albo przytyki Klapouchego, kiedy odwiedzają go niechciani przyjaciele – uprzejmie dawał znać, że goście nie są mile widziani). Takie żarty naprawdę mnie rozśmieszały, a przede wszystkim są zbudowane na uniwersalnej formule. Trafiają i do młodszego, i do starszego odbiorcy. Nawet dziś można je docenić, bo nie mają w sobie agresywnej energii, a jednocześnie potrafią dociskać bohaterów i są zaskakująco głębokie jak na opowieść skierowaną też do dzieci.

Drugi rozdział zbioru to dłuższe, jednostronicowe historie, zazwyczaj złożone z kilku planszy. Mogę o nich napisać to samo, co przy pierwszym rozdziale, z tą różnicą, że ich dosadność jest lekko rozmyta dłuższą formą. Siłą krótszych historyjek była zwięzłość przekazu i tempo, dzięki czemu każdy tekst, riposta czy moment miały swoje uderzenie. Tu ten przekaz się rozmywa, przez co odczuwa się, jakby grupa wiekowa docelowego odbiorcy była niżej ustawiona, złagodzona. Podobnie jest z trzecim rozdziałem, w którym są tylko trzy dłuższe historie, ale tu złagodzenie jest uzasadnione. To adaptacje filmowe trafiające głównie do młodszych odbiorców. Wcale mi to nie przeszkadzało, bo rozbudowanie fabularne dało rozwinięte, unikalne historie, które miały swój rozwój wydarzeń i przekazywały coś więcej o świecie i postaciach – a przy tym same były przyjemne w odbiorze i dobrze się je czytało.

To są historie, które dobrze się zestarzały, podobnie jak rysunki: proste kształty, łagodna kolorystyka, a same ilustracje zostały dobrze przeskanowane, więc są duże i nie tracą na jakości. Całość jest bardzo sympatyczna dla oka, a przy takim ułożeniu historii można dostrzec jak zmieniało się podejście twórców – ogromna różnica przedstawiania świata i czynności jest między historiami z trzeciego rozdziału, a pierwszego.

fot. Serialomaniak

Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to spora powtarzalność historii. Nie raz zdarzało się, że autor wykorzystywał jedną tematykę w kilku odsłonach, zmieniając tylko drobne detale – w drugim rozdziale jest nawet historii identyczna, co w pierwszym, ale z innym zakończeniem… Nie lubię wtórności, ale przyznaję, że udało się twórcom na tyle zróżnicować odbiór, że finalnie każda historia wydawała się unikalna. No i zbyt dużo historii opiera się też na duecie Kubusia z Prosiaczkiem. To jak najbardziej zgrany duet, ale chciałoby się więcej zestawień z innymi mieszkańcami lasu, bo to wprowadzałoby inną dynamikę i inny rodzaj żartów, zwłaszcza z Klapouchym, który miał przegenialne teksty niezależnie od partnera

Do tego momentu oceniałem komiks okiem dorosłego. Jeśli spojrzeć na całość okiem młodszego czytelnia, to komiksy są jak najbardziej pod nich dostrojone: krótkie opowiadania, duży i czytelny tekst oraz przejrzysty układ kadrów są czytelne, atrakcyjne przy stylu rysunków (pełne ciepłych barw, miękkiej kreski i pozbawione jakichkolwiek niepokojących wizualnie elementów), dobrze skupiają uwagę (przetestowane przy naszym 10. miesięcznym bobasie). Każda z przygód stawia na podstawowe wartości ukierunkowane pod młodszego, aby móc przy nich go/ich rozwijać m.in. przyjaźń, empatia, dzielenie się z innymi, bezkonfliktowe rozwiązywanie małych problemów.

Dziękujemy wydawnictwu Olesiejuk za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.