Droga miecza. Wydanie zbiorcze (Opinia bezspoilerowa)
„Droga miecza” czyli komiksowa adaptacja powieści Thomasa Daya od Lost in Time, za którą odpowiadają Mathieu Mariolle i Federico Ferniani zabiera nas do XVII-wiecznej Japonii i prowadzi ścieżką wyznaczoną przez jednego z najsłynniejszych wojowników – Miyamoto Musashiego. Nie jest to jednak kolejna opowieść o samurajach, w której najważniejsze są pojedynki i honor. Komiks co prawda wykorzystuje ten znany motyw, ale dodaje do niego fantastykę, brutalność i historię dojrzewania młodego bohatera. Nie będę kłamać – od razu przyciągnęła mnie okładka, ale zostałam dla historii.
O czym jest „Droga miecza”?
Opowieść zaczyna się od spotkania Musashiego z młodym Mikedim Nakamurą. Chłopak pochodzi z uprzywilejowanej rodziny i dorasta w świecie, w którym jego przyszłość wydaje się właściwie przesądzona. Wszystko zmienia pojawienie się legendarnego ronina. Musashi dostrzega w Mikedim potencjał i zabiera go ze sobą, rozpoczynając naukę, która z czasem okazuje się czymś znacznie większym niż zwykłe szkolenie. To właśnie relacja mistrza i ucznia stanowi serce całej opowieści. Mikedi zostaje wyrwany z dotychczasowego życia i zmuszony do konfrontacji z rzeczami, których wcześniej nie rozumiał. Musashi nie jest przy tym nauczycielem, który cierpliwie prowadzi swojego podopiecznego za rękę. Wręcz przeciwnie – jego metody bywają brutalne, bezwzględne i mocno kontrowersyjne. „Droga miecza” nie pokazuje nauki jako pięknej, podniosłej drogi do osiągnięcia celu. Tutaj rozwój boli, wymaga poświęceń i często oznacza utratę tego, w co wcześniej się wierzyło.

Co mi się podobało?
Pod płaszczem historii o wojownikach kryje się opowieść o dojrzewaniu i szukaniu własnego miejsca w świecie. Mikedi musi nauczyć się nie tylko walczyć, ale przede wszystkim samodzielnie myśleć, podejmować decyzje i ponosić ich konsekwencje. Bardzo mocno wybrzmiewa tutaj również temat honoru. Twórcy nie traktują go jednak jako prostego kodeksu, którego należy przestrzegać bez zadawania pytań. Z czasem okazuje się, że honor, lojalność czy posłuszeństwo mogą mieć zupełnie różne znaczenia w zależności od tego, kto się nimi posługuje. Jest też istotna wolność, która dla Musashiego wydaje się ważniejsza niż podporządkowanie się zasadom narzuconym przez innych. Jest przemoc, która nie stanowi jedynie efektownego dodatku do historii, ale jest częścią świata, w którym bohaterowie funkcjonują. I pokazuje ile człowiek jest gotowy poświęcić, żeby stać się kimś innym.
Najciekawszą postacią jest dla mnie Musashi. Trudno go rozgryźć i polubić. Chyba właśnie dlatego tak dobrze zapada w pamięć. Jest pewny siebie, arogancki, momentami okrutny, ale jednocześnie niezwykle charyzmatyczny. Nie próbuje być dla Mikediego dobrym ojcem czy przyjacielem. Chce, żeby Mikedi znalazł własną drogę, choć sam uczeń nie zawsze właściwie rozumie jego lekcje. Mikedi przechodzi natomiast największą przemianę. Na początku jest chłopakiem wychowanym w określonych warunkach, z własnymi wyobrażeniami na temat świata. Kolejne doświadczenia powoli je niszczą, a na ich miejscu pojawia się ktoś znacznie bardziej świadomy i samodzielny. I właśnie rozwój Mikediego jest dla mnie jednym z najmocniejszych elementów całej historii. Nie mamy tutaj bohatera, który nagle staje się wojownikiem tylko dlatego, że tego wymaga fabuła. Jego przemiana jest trudna, momentami bolesna i zostawia ślady.
Tempo potrafi zaskoczyć. Początek jest spokojniejszy i mocniej skupiony na poznaniu bohaterów oraz budowaniu relacji między Mikedim a Musashim. Później historia zaczyna nabierać rozpędu i pojawia się zdecydowanie więcej wydarzeń, podróży, walk oraz kolejnych etapów przemiany głównego bohatera. Nie jest to jednak komiks, który opiera się wyłącznie na akcji. Twórcy pozwalają sobie na momenty wyciszenia, obserwacje bohaterów i fragmenty, które mają bardziej refleksyjny charakter. Dzięki temu całość nie zamienia się w serię pojedynków połączonych ze sobą cienką nicią fabuły.


Jeśli miałabym wskazać jeden element, który najbardziej wyróżnia „Drogę miecza”, bez zawahania wskazałabym oprawę graficzną. Rysunki są szczegółowe, realistyczne i niezwykle klimatyczne. Japonia nie wygląda tutaj jak pocztówkowa kraina pięknych świątyń i kwitnących wiśni. Jest surowa, brudna, brutalna, ale jednocześnie potrafi zachwycić krajobrazami i architekturą. Szczególnie dobrze wypadają sceny walk. Jest w nich dynamika, brutalność i ciężar. Miecz naprawdę jest niebezpieczną bronią, a kolejne starcia nie mają charakteru niewinnej choreografii. Kolory świetnie podkreślają klimat historii. Ciepłe, ziemiste barwy przeplatają się z chłodniejszymi tonami, a całość ma momentami niemal malarski charakter. Niektóre plansze są naprawdę piękne i przyłapywałam się na tym, że zamiast czytać dalej, po prostu zatrzymywałam wzrok na szczegółach. Podoba mi się także to, że twórcy nie próbują przesadnie idealizować samurajskiego świata. Jest w nim honor, ale jest również przemoc, egoizm, władza i brutalność.
Co mi się nie podobało?
W bardziej dynamicznych scenach bogactwo detali potrafi utrudnić odbiór i sprawić, że kadry stają się nieco chaotyczne. Co mnie czasem rozpraszało. Największy problem mam natomiast z dialogami. Niektóre wypowiedzi brzmią naturalnie, inne są zdecydowanie bardziej teatralne i momentami sprawiają wrażenie napisanych przede wszystkim po to, żeby przekazać czytelnikowi konkretną informację. Można odnieść wrażenie, że pewne wydarzenia zostały potraktowane zbyt skrótowo. Przy tak rozbudowanej historii 192 strony to wciąż stosunkowo niewiele i momentami chciałoby się zatrzymać przy niektórych wątki trochę dłużej. Na szczęście warstwa wizualna często skutecznie równoważy te słabsze fragmenty. Moim zdaniem brakuje też większej głębi drugoplanowym postaciom. To przede wszystkim opowieść Mikediego i Musashiego, więc pozostałe postacie siłą rzeczy pozostają trochę w ich cieniu, ale i tak – widać, że stanowią bardziej tło.
Wydanie
Komiks „Droga miecza” od Lost in Time jest wydaniem zbiorczym zawierającym trzy tomy. Jak na 192 strony wypada solidnie i robi wrażenie. W środku, na wyklejce znajdziecie kadr przedstawiający wioskę. Oprócz historii, która mimo brutalności wypada niejednokrotnie pięknie – na końcu macie galerię. Składa się ze szkiców głównych postaci, pozostałych bohaterów, stworzeń mitologicznych i teł. Poza tym przykłady projektów okładek, których było około 50 a ostatecznie wykorzystano je na potrzeby innych ilustracji. Myślę, że z dotychczasowych tytułów od Lost in Time ten wypada najbardziej imponująco. Warto wspomnieć, że to historia skierowana do czytelników dorosłych.


Czy polecam „Drogę miecza”?
Tak, przede wszystkim fanom samurajskich historii, japońskiej kultury, fantasy i opowieści o mistrzu i uczniu. „Droga miecza” nie jest komiksem pozbawionym wad, ale zdecydowanie jest takim, który zostaje w pamięci. Najbardziej kupił mnie jego klimat – surowy, brutalny i jednocześnie niezwykle piękny. Nie polecałabym natomiast czytelnikom szukającym bardzo precyzyjnie poprowadzonej, wielowątkowej fabuły, bo tutaj obraz i atmosfera często mówią więcej niż sam scenariusz. Ostatecznie jest dla mnie historią z gatunku tych, przy których łatwiej wybaczyć niedoskonałości, bo ma charakter i własny styl. A kiedy komiks potrafi sprawić, że po zamknięciu albumu jeszcze przez chwilę zostaje się myślami w jego świecie, to znaczy, że zrobiono coś dobrze. Od czasu premiery „Niebieskookiego samuraja” mam ochotę na więcej takich klimatów i myślę, że z tego komiksu byłby też świetny serial animowany.
Dziękujemy Lost in Time za komiks. Wydawca nie miał wpływu na opinię.

