Recenzje serialiWspółpraca

Dawno, dawno temu – Sezon 1 (Opinia bezspoilerowa)

W zeszłym miesiącu podzieliłam się z Wami wrażeniami na temat retellingu Alicji w Krainie Czarów. Był to spin-off serialu „Dawno, dawno temu„, czyli tego, który po latach od premiery nadal jest jednym z moich ulubionych. Dlaczego? Już spieszę z wyjaśnieniem. To przykład serialu, który na poziomie koncepcji wydaje się ryzykowny, ale w praktyce okazuje się zaskakująco spójny i ostatecznie emocjonalnie angażujący. Punkt wyjścia jest prosty: bohaterowie znani z klasycznych baśni zostają pozbawieni wspomnień i uwięzieni we współczesnym miasteczku Storybrooke. Magia zostaje zastąpiona rutyną, przeznaczenie – stagnacją a „żyli długo i szczęśliwie” okazuje się iluzją.

Historia zaczyna się od ocalenia Królewny Śnieżki. Wrzuceni w bajkową rzeczywistość szybko jednak orientujemy się, że czekają nas dwie perspektywy. Przeszłość ze świata baśni oraz teraźniejszość w prawdziwym świecie. To tam poznajemy protagonistkę – Emmę Swan. Żyjąca pracą bohaterka pewnego wieczoru wyrusza w podróż wbrew swej woli. Zmusza ją do tego pojawienie się Henry’ego, który twierdzi, że jest jej synem a obecność Emmy jest konieczna do ocalenia uwięzionych w Storybrooke bohaterów baśni. Tym bardziej, że jak twierdzi chłopiec, są tam jej rodzice czyli Śnieżka i Książę. Na dowód ma ze sobą księgę pełną baśni. Sceptyczna co do szczęśliwych zakończeń i przyzwyczajona do polegania wyłącznie na sobie kobieta decyduje się jednak wybrać do tajemniczego miasteczka. Jej racjonalizm działa jak filtr dla widza – nie akceptujemy magii bez dowodów, nie wierzymy w klątwy tylko dlatego, że ktoś tak twierdzi. Morrison buduje tę postać bez przesadnej ekspresji; siłą Emmy są drobne pęknięcia metaforyczej zbroi, za którą służy jej czerwona ramoneska. To właśnie dzięki bohaterce stopniowo odkrywamy, że Storybrooke jest miejscem zawieszenia, w którym czas praktycznie stoi w miejscu a w każdej historii znajduje się ziarno prawdy.

fot. Disney+

Najmocniejszą stroną tej produkcji są moim zdaniem postaci. Przeciwniczką Emmy w tej bitwie o szczęśliwe zakończenia jest burmistrz Regina Mills, czyli Zła Królowa, w interpretacji Lany Parrilli. Regina to bez wątpienia diament sezonu. Parrilla nadaje jej niezwykłą charyzmę – potrafi być lodowata, wyrachowana i bezwzględna, a chwilę później pokazać desperację i głęboko zakorzeniony ból. To nie jest antagonistka jednowymiarowa. Jej motywacje wynikają z traumy, niespełnienia i potrzeby kontroli. Konflikt między Emmą a Reginą nie jest więc tylko walką dobra ze złem. To starcie dwóch kobiet o zupełnie różnych sposobach radzenia sobie z odrzuceniem i stratą. Na osobną uwagę zasługuje Rumpelsztyk/Pan Gold, w tę postać wciela się Robert Carlyle. Tworzy postać absolutnie magnetyczną. Jego Rumplestiltskin jest teatralny, niepokojący, momentami groteskowy, ale zawsze inteligentny i świadomy swojej pozycji. To bohater operujący kontraktami, długami i manipulacją. W nim najmocniej wybrzmiewa temat ceny – każda magia coś kosztuje, każdy wybór ma konsekwencje. Carlyle balansuje na granicy przesady, lecz robi to z pełną kontrolą i gracją, dzięki czemu postać nigdy nie staje się karykaturą.

Sezon bardzo świadomie gra motywem tożsamości. Bohaterowie funkcjonują w dwóch wersjach siebie – tej baśniowej i tej współczesnej. Utrata pamięci nie jest tu tylko chwytem fabularnym. To metafora wyparcia, rezygnacji z marzeń, pogodzenia się z przeciętnością. Storybrooke jest miejscem zawieszenia: nikt nie rozwija się, nikt nie idzie naprzód. Czas stoi w miejscu. Dopiero pojawienie się Emmy destabilizuje ten porządek. Motyw przeznaczenia jest równie istotny. Serial nie daje jednoznacznej odpowiedzi, czy los jest z góry zapisany. Raczej sugeruje, że nawet jeśli istnieje jakaś struktura świata, to ostatecznie decyzje bohaterów mają znaczenie. Najbardziej widać to w przypadku Reginy i Rumplesztyka – postaci, które nieustannie negocjują własną rolę w opowieści chcąc odmienić los. Konstrukcyjnie sezon opiera się na narracji dwutorowej: współczesność przeplata się z wydarzeniami z baśniowej przeszłości. Każdy odcinek często koncentruje się na innej postaci, pogłębiając jej motywacje i historię. Znajdziecie tu np. Czerwonego Kapturka, Jasia i Małgosię, Pinokia, Bellę z „Pięknej i Bestii” (reinterpretacja tej historii jest moją ulubioną). To rozwiązanie pozwala uniknąć jednowymiarowości, ale ma też swoją cenę. Tempo bywa nierówne. Niektóre epizody pełnią głównie funkcję ekspozycyjną i spowalniają główną oś fabularną. Szczególnie w środkowej części sezonu można odczuć, że napięcie jest celowo rozciągane przed finałem.

fot. Disney+

Od strony realizacyjnej sezon jest solidny, choć nierówny. Efekty specjalne momentami imponują rozmachem, zwłaszcza w scenach osadzonych w baśniowym świecie, ale zdarzają się też sekwencje, w których widać ograniczenia budżetowe. CGI nie zawsze wytrzymuje próbę czasu. Znacznie lepiej wypada scenografia i kostiumy. Baśniowa rzeczywistość jest nasycona kolorami, złotem i monumentalnymi przestrzeniami, podczas gdy Storybrooke tonie w chłodniejszych, bardziej stonowanych barwach. Ten wizualny kontrast wzmacnia tematyczną rozbieżność między magią a codziennością. Jasne, podobnie jak miniserial o Alicji, „Dawno, dawno temu” bywa naiwne, miłość wielka a i przesadzony dramatyzm też się zdarza, ale w tej konwencji to działa i jest do zniesienia. Mimo pewnych przestojów narracyjnych i technicznych niedoskonałości, serial wciąga, bo stawki są wysokie. Kiedy bohaterowie zaczynają zbliżać się do prawdy o sobie, widz realnie czuje napięcie i oczekiwanie. A oprócz samych postaci w moim odczuciu wypadają na plus relacje między nimi. To one niosą emocjonalny ciężar historii. Chemia między Śnieżką a Księciem jest tak wyczuwalna, że wcale mnie nie zdziwiło, iż zakochali się na planie i od lat są małżeństwem. Niechęć Reginy do Emmy i vice versa wybrzmiewa od pierwszych scen. Kiedy Rumpelsztyk pojawia się na ekranie bohaterowie wiedzą, że to nie skończy się dla nich dobrze. A nadzieja i dziecięca radość, którą ma w sobie Henry udziela się wszystkim z jego otoczenia.

Podsumowując, pierwszy sezon „Dawno, dawno temu” działa dlatego, że pod warstwą klątwy, magii i baśniowych rekwizytów opowiada historię bardzo ludzką – o strachu przed odrzuceniem, o potrzebie miłości i o odwadze, by skonfrontować się z prawdą o sobie. Jeśli pozwoli mu się rozwinąć i zaakceptuje jego konwencję, pierwszy sezon oferuje satysfakcjonującą, momentami poruszającą opowieść. To serial, który miewa techniczne potknięcia i nierówne tempo, ale nadrabia je emocjonalną szczerością oraz wyrazistymi bohaterami. Fani procedurali polubią format, który szczególnie w pierwszym sezonie w każdym odcinku przybliża czyjś wątek. To historia o tym, że „po końcu bajki” życie wcale się nie kończy. Czasem dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa walka.

Dziękujemy Disney+ za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię i tekst.