Współpraca reklamowa

Supergirl: Wersja na Blu-Ray (Opinia)

Moją opinię o „Supergirl” już znacie. Teraz mieliśmy okazję wrócić do tego filmu za sprawą wydania na Blu-ray. Opinia o filmie zostaje ta sama, dlatego skupię się przede wszystkim na wydaniu filmu.

Wydanie na Blu-ray robi robotę. Obraz 4K jest bardzo dobry: sporo szczegółowości z bliska np. w charakteryzacji Lobo, głębia czernii szczególnie w kosmicznej bitwie. Mocna jest też ścieżka dźwiękowa – technologia dobrze wykorzystuje kanały tylne i wysokościowe w scenach akcji, a dialogi pozostają czyste i wyraźne z przodu nawet w głośnych sekwencjach. Polska edycja to w dodatku atrakcyjny steelbook z dwiema płytami, więc dostajemy jednocześnie wersję 4K i zwykłe Blu-ray, a do tego sporo opcji językowych: napisy i dubbing. Zero powodów do narzekań na wydanie, nic tylko chwalić.

Jak film po odświeżeniu? Nadal uważamy z Kingą, że „Supergirl” to udany, rozrywkowy popkorniaczek ze zwartą historią i świetnym wprowadzeniem postaci pod nowe DCU. Milly Alcock w roli głównej to castingowy strzał w dziesiątkę, idealnie oddający wewnętrzny rozłam i tragedię bohaterki. Korzystnie wypadają modyfikacje w jej genezie oraz motywy moralności, poszukiwania własnego miejsca w kosmosie i więzi ze zwierzęciem. Krem okazał się bezwzględnym, bystrym łotrem do szpiku kości, który świetnie napędza historię. Jason Momoa udowadnia, że urodził się do roli Lobo, jednak ugrzeczniony język i kategoria wiekowa mocno ograniczyły jego szaleństwo na ekranie. Zdecydowanie potrzebujemy solowego filmu z tym bohaterem w kategorii R. Superman ma tu sporo sensownego miejsca dla budowania uniwersum, a sam Krypto został ograny o wiele lepiej niż w solowym „Supermanie”. Sceny akcji, choreografia oraz sekwencje lotu wypadają bardzo dopracowanie i widowiskowo. Oprawa audiowizualna również stoi na plus, choć same odwiedzane planety okazują się dość bezbarwne i zrobione na jedno kopyto. Postać Ruthye bywa mocno irytująca, a relacja między głównymi bohaterkami została potraktowana zbyt powierzchownie. Do tego dochodzi lekki chaos w logice działania promieni słońca na moc Kryptończyków w poszczególnych scenach. Choć fabule brakuje głębi komiksowego „Supergirl: Woman of Tomorrow”, całokształtem to wciąż satysfakcjonująca i dość bliska oryginałowi adaptacja.

Dziękujemy Galapagos za film. Dystrybutor nie miał wpływu na opinię i tekst.