Recenzje serialiWspółpraca

Jeszcze bardziej zwariowany świat Malcolma (Opinia bezspoilerowa)

Do „Zwariowanego świata Malcolma” mam stosunek dobry, ale nie fantastyczny. To jeden z tych seriali, które gdy leciały w TV, oglądałam bez większego zastanowienia i nigdy nie miałam potrzeby przełączać na inny kanał. Jednocześnie nie mogę powiedzieć, że byłabym w stanie wymienić go wśród swoich ulubionych sitcomów. Ot, zawsze dobrze się przy nim bawiłam, znałam bohaterów i ich szalone rodzinne perypetie, ale nigdy nie miałam do niego takiego sentymentalnego stosunku jak część widzów. Dlatego jego powrót po latach czyli „Jeszcze bardziej zwariowany świat Malcolma” przyjęłam z uśmiechem i sporą ciekawością. Nie należę do tej części widowni, która traktuje ten serial niemal religijnie, więc podeszłam do nowych odcinków bez ogromnych oczekiwań. Czy powrót jednego z najbardziej kultowych sitcomów TV po latach rzeczywiście się udał? Czy udało się zachować jego charakter i specyficzny humor? Zobaczmy…

Mija 20 lat. Malcolm sprawia wrażenie człowieka spełnionego: ma pracę, która coś znaczy, nowy, ekscytujący i dobrze rokujący na przyszłość związek z ukochaną kobietą oraz nastoletnią córkę, którą sam wychowuje. A wszystko to z dala i w tajemnicy przed swoją zakręconą rodziną. Pewnie żyłby sobie tak dalej, gdyby nie zamieszanie związane z rocznicą ślubu rodziców. Wtedy jego życie wychodzi na jaw i czy chce, czy nie, cały rodzinny bałagan po latach wraca mu na głowę. Fabularnie sam koncept jest nawet zgrabny i wcale nie taki mało prawdopodobny, jeśli chodzi o samą postać Malcolma. Generuje mnóstwo gagów i zabawnych sytuacji, daje też możliwość postaciom na przemyślenia i ewentualne wątki emocjonalne. Czy zostało to wykorzystane w 100%? Tu bym polemizowała, ale po kolei.

fot. Hulu / Disney+

Jeśli chodzi stricte o humor i poziom serialu komediowego, to daleko mu do tego, co ten serial oferował przed laty. Czasem bywa zabawny, ale częściej lekko się uśmiechałam, niż wybuchałam śmiechem jak dawniej. Nie jest to podłe pisanie, ale w dużej mierze poziom trzymają tu sami aktorzy – do których jeszcze przejdę – a nie same rozpisane żarty. Niemniej ogląda się to bardzo przyjemnie, z poczuciem rozbawienia i sporą dawką sentymentu i przywiązania. Te cztery odcinki mijają naprawdę bardzo szybko.

Cudowne jest to, że udało się zebrać niemal całą oryginalną ekipę. Jedynie rolę Deweya odtwarza nowy aktor. Obsada świetnie rozumie, lubi swoje role i ewidentnie dobrze czuła się, wracając do swoich bohaterów po tylu latach. Nie każda z postaci dostała jednak tyle czasu antenowego, ile bym chciała a nie wszystkie relacje między bohaterami zostały rozwinięte lub pokazane na tyle, na ile zasługiwał ten powrót. Osobiście uważam, że te cztery odcinki to troszkę mało. Nie obraziłabym się na dwa czy nawet cztery więcej. Jane Kaczmarek jest cudowna, a Bryan Cranston to klasa sama w sobie. Aktorsko oczywiście są wybitni, ale tak po ludzku po prostu miło zobaczyć ich duet razem po latach. Nadal mają świetną chemię ekranową i naprawdę widać, że dobrze czują się w tych rolach. Wielka szkoda, że tak mało dostaliśmy relacji między braćmi, która była przecież tak istotnym elementem oryginalnego serialu. W tym powrocie praktycznie nie dano im czasu pograć razem, przez co trudno w ogóle mówić o jakimś rozwinięciu ich relacji. A szkoda, bo właśnie na ten element bardzo liczyłam. Przy tak krótkim formacie oczywiście czasu było mało, ale tych scen między braćmi zdecydowanie mi zabrakło.

fot. Hulu / Disney+

Na plus zdecydowanie dwie ważne nowe postacie: Keeley Karsten jako córka Malcolma, Leah, oraz Vaughan Murrae jako najmłodsza w rodzinie Kelly. Obie bohaterki są dobrze rozpisane i stanowią ciekawe odzwierciedlenie środowisk wychowawczych. Szczególnie Kelly jest interesującym połączeniem kogoś wychowanego przez rodzinę Malcolma, a zarazem swego rodzaju „produktu współczesnego świata”. To naprawdę świetna postać.

Podsumowując, nie będę piała z zachwytu. Jako serial komediowy wypada to przeciętnie, a w moim przypadku zdecydowanie lepiej działało, bazując na nutach nostalgii. Dobrze się bawiłam, widząc ich znowu po tylu latach, i pewnie gdyby dokładnie ten sam scenariusz zagrano z nowymi postaciami, nie oceniłabym tej produkcji aż tak wysoko. Ale człowiek jest istotą emocjonalną i… no, miło było. Czasem zabawnie, czasem wzruszająco, a przede wszystkim po prostu fajnie było znowu zobaczyć tę rodzinę. Przyzwoity powrót, tak bym to określiła. Nie ma wstydu i jeśli lubiliście ten serial, nie powiem, że będziecie zachwyceni, bo opinie wśród fanów są tak różne, jak tylko mogą być nasze emocje. Zobaczcie sami, albo poczujecie ducha nostalgii, albo zirytujecie się, że ktoś w ogóle śmiał ruszać ten serial po tylu latach. Dla mnie było warto.

Dziękujemy Disney+ za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię i tekst.

Zalety serialu

  • Oryginalna obsada i chemia
  • Ciekawe nowe postacie
  • Nostalgia

Wady serialu

  • Mniej zabawny niż oryginał
  • Tylko 4 odcinki
  • Mało czasu antenowego na relację między braćmi