Książki serialoweWspółpraca reklamowa

True Beauty – Tom 16 i 17 (Opinia bezspolierowa)

Muszę przyznać, że nie spieszyło mi się do czytania tych tomów. Potrzebowałam lekkiej przerwy od tej historii, bo pomału mam wrażenie, że zaczyna zjadać własny ogon i jest przeciągana na siłę. Po tylu tomach chyba zwyczajnie potrzebowałam od niej oddechu, żeby znowu podejść do niej z odrobiną entuzjazmu. Muszę jednak przyznać, że 16. tom był miłym zaskoczeniem, a tom 17. wręcz odwrotnie, świetnie pokazał, dlaczego zaczynam mieć takie odczucia. Zapraszam do recenzji.

fot. Serialomaniak

16. tom podobał mi się przede wszystkim dlatego, że jest skupiony na postaci Seo-juna. Jak dla mnie to jest dalej najciekawsza i najbardziej wielowymiarowa postać w tym uniwersum. Wciąż nie rozumiem, czemu autorka uparła się tak bardzo, by Suho i Jugyeong byli end game, skoro on jest nudny jak flaki z olejem. W serialu to chociaż ma twarz Cha Eun-woo, więc też bym poleciała na wygląd, ale błagam – NUDDYYYYYY.

Jak wspominałam już we wcześniejszych recenzjach, Seungho to świetna postać i ta seria zdecydowanie potrzebowała trochę młodej krwi. Bardzo mnie cieszy, że jest tak rozbudowywany. I o ile w poprzednich tomach byłam fanką jego relacji z główną bohaterką, tak tutaj jego relacja z Seo-junem jest naprawdę świetna. Tworzą świetne duo, a nawet trochę ich shipuję. XD No cóż, za dużo BL-ów oglądam, lol.

Mamy też rozwiązanie kwestii tajemnicy Jugyeong, co w sumie jest ciekawe, bo ten wątek zaczynał już być dla mnie trochę męczący fabularnie. Jego rozwinięcie jest interesujące i dobrze, że w końcu coś się w tej kwestii ruszyło. Było uroczo, ale o tym więcej w podsumowaniu 17. tomu.

Ale najbardziej podobało mi się oczywiście to, że ten tom skupia się na Seo-junie i jego karierze. Dostajemy sporo o trudach pracy w K-popie, walce o siebie i własne wyrażanie siebie. O tym, żeby móc być sobą, a nie tylko produktem przemysłu muzycznego. I właśnie ta część bardzo mi się podobała. To dalej jest ta część historii naszej trójki bohaterów, więc mimo mocniejszego skupienia na Seo-junie nadal czujemy, że jest to historia naszej trójki.

fot. Serialomaniak

Do 17. tomu podchodzę trochę mniej optymistycznie. Rozpoczynamy go w momencie, gdy nasza główna bohaterka musi poradzić sobie z tym, że jej tajemnica wyszła na jaw. I ta pierwsza część jest okej, dobrze się czyta, jak ona układa sobie życie na nowo. Na nowo zaczyna tworzyć coś własnego w internecie i idzie za głosem serca. Być może na mniejszą skalę, ale całkowicie jej. Ta część jest urocza, nastawia pozytywnie i naprawdę walczymy wraz z nią.

Druga część komiksu totalnie skupia się natomiast na wątku miłosnym jej siostry. Jest lekko oderwana od reszty fabuły i, szczerze mówiąc, czytało mi się to tak… meh. W serialu wątek miłosny tej bohaterki był uroczy i zabawny, bo sama jej postać była śmieszna i zabawna. Tutaj natomiast jest bo jest, będąc szczerym. Trochę się na tym wynudziłam, kompletnie nie wciągnął mnie ten wątek. I właśnie historia siostry zajmująca praktycznie połowę 17. tomu jest świetnym przykładem tego, że „True Beauty” zaczyna zjadać własny ogon i jest przeciągana na siłę.

Ogólnie oba tomy mi się podobały, ale zdecydowanie bardziej 16. tom. Jednocześnie zaczynam coraz mocniej odczuwać zmęczenie materiału. Nadal uważam „True Beauty” za świetną rozrywkę, nadal lubię bohaterów, a Seo-juna wręcz kocham, ale coraz częściej mam wrażenie, że historia zaczyna zjadać własny ogon i jest przeciągana na siłę. Historia siostry zajmująca praktycznie połowę 17. tomu jest dla mnie świetnym przykładem tego, o czym mówię, zamiast rozwijać główną historię, dostajemy bardzo rozbudowany wątek, który kompletnie mnie nie wciągnął. Dlatego naprawdę cieszę się, że seria niedługo dobiega końca. Moim zdaniem to już czas. Wolę skończyć „True Beauty”, póki nadal ma poziom, niż ciągnąć tę historię na siłę przez kolejne tomy. Bo nadal bardzo lubię tę serię i jej bohaterów, a Seo-juna po prostu kocham. Po prostu kończmy, póki to ma poziom.

Dziękuję wydawnictwu Jaguar za przekazanie egzemplarzy recenzenckich. Wydawca nie miał wpływu na opinię i tekst.